+48 606 283 414 larafal@interia.pl

Zwykle modlę się przed wyjściem na kolędę. Proszę Boga, żebym mógł przyjść z pomocą tak, jak tego dana osoba wymaga…

W jednym mieszkaniu na dwa dni przed wigilią modliłem się nad kobietą, która jeszcze przed świętami trafiła na zabieg do szpitala. Było jej strasznie ciężko… i to przed świętami, kiedy cała rodzina zjeżdża się do domu. Cóż mogłem jej dać oprócz modlitwy i błogosławieństwa. Nie mam czarodziejskiej różdżki ani magicznego lekarstwa. Trochę jak ten Piotr, który do spotkanego w bramie żebraka wypowiedział słowa modlitwy: „Nie mam srebra ani złota, ale co mam, to ci daję: W imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka, mówię ci wstań!». (Dz 3, 6).

Więcej modlitwy jest jednak po kolędzie. Do mojego worka z intencjami trafiło już 5 rodzin. Trzy rodziny w ubiegłym roku, a dwie w bieżącym. W zasadzie to oprócz ślubu rodziców niczego tym rodzinom specjalnie nie brakuje. A i też nie mają oni żadnych przeszkód dla zawarcia tego sakramentu. Coś na te temat wiedzą ci, co mają dorosłe dzieci, które żyją w nieformalnych związkach.

Podczas wrześniowego weekendu dla małżonków przeżyłem w czasie adoracji mały zawód: wypowiedziałem w duchu: „Jezu, codziennie modlę się w intencji tych rodzin, no i nic. Do tej pory żadna z nich się nie zgłosiła. Czyż ci to obojętne?”. Upłynęło kilka dni i ni stąd ni zowąd w kancelarii parafialnej pojawiła się jedna z tych omadlanych rodzin. Jutro będzie tydzień, jak rodzice tu przed ołtarzem zawarli sakramentalny związek małżeński.

Cały problem polega na tym, że te Boże sprawy jednym leżą na sercu, a innym leżą na wątrobie. Jedni nie rezygnują z troski, a inni ciągle się denerwują. To, co Jezus powiedział Maryi i Józefowi wtedy, gdy Go znaleźli, nie zrozumiała ani Ona, ani Jej mąż. Ale Maryja nie denerwowała się z tego powodu, za to przechowywała wszystko w swoim sercu, i dopiero po 20 latach stojąc pod krzyżem zrozumiała, co wtedy dwunastoletni Jezus miał na myśli mówiąc: „że powinien być w sprawach, które należą do Ojca”.

Maryja czekała 20 lat… nie narzekała, nie obraziła się, nie przekreśliła Jezusa nawet wtedy, kiedy Go nie rozumiała… papież Franciszek w encyklice Dilexit nos tłumaczy, co znaczy, że Maryja przechowywała w sercu… „oznacza „zachowywała z troską”, a tym, co wiernie chowała, była nie tylko „scena”, którą widziała, ale także to, czego jeszcze nie rozumiała, a jednak co pozostawało obecne i żywe, w oczekiwaniu na poukładanie wszystkiego w sercu.” (p. 19). Modli się serce. Jeśli jest ono daleko od Boga, modlitwa pozostaje pusta. (KKK 2562).

W temacie rodziny za dużo leży nam na wątrobie, a za mało na sercu. Za dużo nerwów, a za mało troski. Za dużo niepotrzebnych słów, a za mało niezbędnej modlitwy. Nerwy w niczym nie pomagają, a brak modlitwy może przesądzić o losach rodziny. Ostatnia walka rozegra się o rodzinę! Tak brzmi przestroga z Fatimy. Ta walka już się toczy, ba ona weszła w decydującą fazę.

Św. Jan Paweł II przy każdym spotkaniu z rodzinami powtarzał: „Byłoby dobrze powrócić do pięknego zwyczaju odmawiania różańca w domu. Rodzina, która modli się zjednoczona, zjednoczona pozostaje”.

Czułem się nieswojo, kiedy wystawiłem Pana na próbę zarzucając Mu, że nic nie robi. To, co się wydarzyło potem, było takim balsamem pocieszenia. Nigdy nie wypuszczę Różańca z ręki. Druga dziesiątka już na zawsze należy do rodzin.