+48 606 283 414 larafal@interia.pl

Ostatnimy czasy więcej piszę na brudno…

Na dniach spotkało mnie doświadczenie, które wywróciło wszystko do góry nogami. Przyleciałem do umiłowanej ziemi, żeby w ciągu kilku dni „załadować akumlatory”. Podróż przebiegała „jak z płatka”. W sumie 10 godzin lotu na trzech różnych odcinkach. Po przybyciu choroba zwaliła mnie całkowicie z nóg. Przez dwie doby nie miałem sił, żeby się podnieść. Gdzieś tam z zaświatów słyszałem głos: „trzeba coś zjeść”, „trzeba się ogarnąć”, „trzeba iść do lekarza”. Włączał się system samozachowawczy, ale kompletna bezilność, niemoc, wysoka gorączka, to znowu wychłodzenie, udaremniały przejście od myśli do działania. Po głowie chodziły różne myśli, jak i ta, że być może wypełnia się moja ostatnia wola odnośnie miejsca pochówku. Nie pasowała mi jednak szerokość geograficzna.

Trzeba to, trzeba tamto… jakże w życiu jest podobnie. Ciągłe niespełnianie się w tym, dzięki czemu mamy szansę przetrwać.