+48 606 283 414 larafal@interia.pl

Do Medjugorie pierwszy raz pojechałem w 2005 roku z grupą przyjaciół. Naszą uwagę przykuła góra zwieńczona krzyżem. Pierwsze skojarzenie było z Giewontem. Na miejscu wyjaśniło się, że jest to droga krzyżowa i ta góra nazywa się Kriżevac. Zaczęliśmy się wdrapywać na jej szczyt rozmyślając o męce Chrystusa. W jakimś momencie oddaliłem się od grupy i byłem całkowicie sam na tej drodze. Przy jednej stacji spotkałem tajemniczą postać w czarnym płaszczu. Było to dziwne, bo temperatura sięgała plus 40 stopni Celsjusza. Ta osoba spojrzała na mnie i wtedy pomimo upału poczułem zimny pot na całym ciele. Do dzisiaj mam przed oczami jej twarz, która spowodowała we mnie ogromny strach i przerażenie. Spotkałem ją także przy innych stacjach drogi krzyżowej, jak siedziała skulona, wręcz potulna, jakby bezdomna. Jakże byłem szczęśliwy, kiedy zobaczyłem na szczycie moich przyjaciół. Zauważyli, że coś ze mną stało się po drodze, ale z przerażenia, odjęło mi mowę. Moje pierwsze doświadczenie Medjugorie nie należało do łatwych.

Kiedy dwa tygodnie temu z grupą pielgrzymów późnym wieczorem dotarłem po raz drugi do Medjugorie pierwsze kroki skierowałem na Krizevac. Wchodziłem na szczyt w nocy. Ktoś powie, że to szaleństwo, ale nie byłem odosobnionym przypadkiem. Tam ma się takie poczucie, że nic złego ci się nie stanie, nic złego cię nie spotka, bo ta ziemia należy do niebieskiej mamy. Przy pierwszej stacji Drogi Krzyżowej przemknęła myśl, czy i tym razem spotkam tę tajemniczą postać, ale nie spotkałem.

Kolejnego dnia udaliśmy się na Górę Objawień. Kiedy patrzyłem na figurę Matki Bożej wiedziałem, że muszę tu wrócić wieczorem. Po całym męczącym dniu nie miałem ani ochoty, ani sił, żeby wdrapywać się tam kolejny raz. Wyszedłem na taki krótki spacer. Ta góra nie dawała mi spokoju. Przechodząc tuż obok minąłem ten szlak, którym wchodziliśmy z grupą. Kiedy sprawdzałem na telefonie, jak wrócić do domu pielgrzyma, spostrzegłem, że strzałka wciąż pokazywała Górę Objawień i przede mną jest kolejny szlak, jak się potem okazało najkrótszy. Wyciągnąłem różaniec i poszedłem na szczyt. Medjugorie ma w sobie coś niesłychanego, jakby ukryty scenariusz dla każdego. To miejsce samo każdemu organizuje czas. Na szczyt dotarłem na czwartej dziesiątce. Najpierw uderzył mnie tłum, setki ludzi, zwłaszcza młodych, którzy tam modlili się w absolutnej ciszy. Postanowiłem dokończyć różaniec, zrobić zdjęcie Maryi i zejść na dół. W trakcie modlitwy usłyszałem, że ktoś wymiotuje. Pewnie od zmęczenia albo od upału – to była pierwsza myśl. Ale kiedy podszedłem zrobić zdjęcie, zauważyłem Hiszpanów, którzy modlili się nad człowiekiem. Ten człowiek krzyczał w niebogłosy, rzucało nim na wszystkie strony. Wtedy dotarło do mnie, że to nie jest zwykłe zatrucie albo od zmęczenia. I przyszła myśl, w zasadzie cytat z Rdz 3, 15: „Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę”. Maryja nie może znieść cierpienia, krzywdy, jakie spotykają jej dzieci. Tam się tego doświadcza! Jakże zbudował mnie ten tłum, a w zasadzie Kościół obecny na tym wzgórzu. Oni wiedzieli, co mają robić. Każdy w swoim języku zaczął odmawiać „Zdrowaś Maryjo”. Im głośniej odmawiali, tym głośniej ten człowiek krzyczał. Trwało to z dobrą godzinę. W pewnym momencie jeden z tych modlących się spojrzał na mnie i powiedział po angielsku: Jesteś księdzem, pomóż nam! Skąd mógł wiedzieć, że jestem księdzem, nie miałem koloratki.

Odmówiłem nad tym człowiekiem kilka razy formułę rozgrzeszenia, którą kapłan odmawia w konfesjonale. Nic mi innego do głowy nie przyszło. Wciąż widzę to przerażenie w oczach tego wymiotującego człowieka, po którymś tam rozgrzeszeniu to przerażenie przemieniło się w łzy szczęścia. Zaczął się żegnać i na koniec pocałował moje ręce, jak wielu czyniło to w dniu prymicji. Jakiś mężczyzna podszedł do mnie i powiedział: „To było fascynujące, czego ksiądz dokonał”. Spojrzałem na niego i odpowiedziałem: „To Chrystus uzdrowił tego człowieka. Maryja chciała, żebym tu był.” W ewangelii słyszeliśmy o uzdrowieniu głuchoniemego, ale wiemy, że Jezus wyganiał również złe duchy. To jedno z najbardziej spektakularnych uzdrowień. Sami wiemy, ile wokół tego sensacji się nagromadziło.

Schodząc z Góry Objawień, nagle mnie olśniło. Jechałem do Medjugorie z intencją, żeby Maryja wyprosiła mi u Jezusa nową parafię. Jeśli jestem kamieniem, o który ludzie się potykają, to lepiej, żeby takich kamieni nie było na ich drodze. A Maryja powiedziała mi tak: „przejmujesz się ludzką gadaniną, a zapomniałeś o kapłaństwie. Skup się na rozgrzeszaniu ludzi!” To mi Maryja powiedziała, a co mi pokazała. „Serce nie jest miejscem dla panoszenia się zła w jakiekolwiek postaci. Szatan przy Maryi jest potulny, skulony, bezdomny i obezwładniony jak ta tajemnicza postać, którą spotkałem w Medjugorie za pierwszym razem”. To było moje doświadczenie Effatha, „Otwórz się”.

Po takie łaski nie trzeba jechać do Medjugorie. Za tydzień będziemy to wszystko mieli w zasięgu ręki. Misje parafialne to czas święty. Bóg przyjdzie ci z pomocą. Maryja nie może więcej patrzeć na Twoje cierpienia, kłopoty i bolączki.

homilia wygłoszona 8 września 2024, w tle niedzieli było wspomnienie Narodzenia NMP