+48 606 283 414 larafal@interia.pl

Długo zastanawiałem się nad tą myślą bł. Ks. Jana Machy. Kiedy człowiek używa takiego zwrotu: „O, co ja bym dał…”, to uświadamiamy sobie, że przeszkoda w osiągnięciu celu nie jest natury osobistej, ale pochodzi z zewnątrz. Człowiek nie ma żadnego wpływu na zmianę stanu rzeczy, czuje się całkowicie bezradny.

Hanika zżerało pragnienie spowiedzi! Opisuje to bardzo prosto i obrazowo, niejako widziane z boku. „O, co ja bym dał, żeby uklęknąć przed spowiednikiem”. Wiemy, o czym pisze, bo każdy z nas widział człowieka klęczącego przed spowiednikiem u stóp kratek konfesjonału.
Chciałbym skupić naszą uwagę na to, co dzieje się w sercu osoby przystępującej do spowiedzi. Żeby otworzyć oczy na to, co dzieje się pomiędzy penitentem a boskim spowiednikiem w sakramencie spowiedzi.

Wróćmy do tekstu wyjętego z ewangelii św. Jana, a znanego nam pod nagłówkiem „o kobiecie przyłapanej na cudzołóstwie”. Tam ona klęczy przed Jezusem! Przejdźmy raz jeszcze krok po kroku tę scenę, bo to pomoże nam zrozumieć ks. Jana Machę, a w zasadzie to pragnienie spowiedzi, które go zżerało.

Jezus pisze palcem po ziemi. Od 15 wieków wszyscy się zastanawiają, co pisał. Piętnaście wieków, ponieważ przez pierwsze wieki nikt tej ewangelii nie komentował. Kościół był tak zgorszony tym fragmentem, że wyrzucił go z Pisma Świętego. Ale kiedy zaczęli komentować ten tekst to wszystkich obchodziło, co On pisał. I z reguły przypominano sobie Księgę Wyjścia, gdzie Bóg palcem napisał dziesięć przykazań na kamiennych tablicach, jakie podarował Mojżeszowi. Bóg, jak pisze, to pisze swoje prawo. Jezus na oczach kobiety przyłapanej na cudzołóstwie wypisuje prawo Boże. Po co? Z taką nadzieją, że to prawo będzie wypisane na jej sercu. Stawia ją przed prawem wypisywanym nie na kamieniu, ale na piasku. Bo chodzi o to, że to, co napisał na piasku, co jest ulotne, zagościło na trwałe w jej sercu.

Dalej Jezus mówi do niej: „niewiasto”. U św. Jana jak pada takie słowo, to jest zawsze odesłanie do księgi Rodzaju, 3 rozdziału, gdzie Bóg mówi o upadku szatana. Wprowadzam nieprzyjaźń między Ciebie a niewiastę. To jest to słowo, które wyznacza nadzieje Izraela na Zbawiciela. Oczekiwanie na niewiastę, której potomek zmiażdży szatana. Jest w dziele zbawienia miejsce dla niewiasty. I Jezus mówi niewiasto do Maryi. Jezus mówi niewiasto do Marii Magdaleny i Jezus mówi niewiasto do tej kobiety schwytanej na cudzołóstwie. On wierzy nie tylko w to, że ona może nie grzeszyć. On jest przekonany, że ona ma swoje miejsce w historii zbawienia. Że ona jest potrzebna Bogu w tym planie zmiażdżenia głowy szatanowi. Dlatego wypisuje jej prawo na sercu. Żeby była zakochana w woli Boga. I w ten sposób odnosiła zwycięstwo nad władzą szatana.

Czy to jest to, co się wydarza w konfesjonale? Jeśli się nie wydarza, to biada nam, którzy się spowiadamy. W adhortacji Reconciliatio et Paenitentia Jan Paweł II pisze o tym tak, że spowiedź oglądana z zewnątrz wygląda na wydarzenie zupełnie obce. Przychodzicie do obcego sobie człowieka po to, żeby mówić o czymś, z czego się chlubić nie da. To jest upokarzające. Co on zrobi z taką wiedzą o mnie? Papież mówi, że tak to wygląda z zewnątrz, ale kiedy ktoś się spowiada, kiedy wejdzie do środka tego sakramentu to jest to miejsce, gdzie nie tylko nie przeżywa swojego upokorzenia, ale odkrywa swoją godność. To jest moment, kiedy ja mogę przez chwilę popatrzeć na siebie oczami Boga. I wtedy w konfesjonale człowiek się prostuje. Papież zawsze definiował miłosierdzie jako koncentrację na godności człowieka.

Kiedyś anglikański biskup Londynu Sande opowiadał o swoim przyjacielu, którego 20 letnia córka wylądowała w więzieniu za ciężkie przestępstwa. I ten przyjaciel nie mógł się z tym długo pojednać, ustawić do tej sytuacji. I w końcu napisał kartkę, bo bał się iść do tego więzienia. Napisał tę kartkę do córki, ale bał się tej kartki wysłać. Przyszedł do tego biskupa i mu przeczytał. Powiedz mi, czy ja mogę to wysłać. A kartka brzmiała tak: nie tak wyszło, jak żeśmy się spodziewali. Ale przyjmij całą moją miłość. I ten dorosły mężczyzna pokazuje tę kartkę biskupowi i pyta, czy może to wysłać. Bp Sande odpowiedział mu tak: pod tą kartką Bóg by się podpisał. Ten przykład obrazuje to, co dzieje pomiędzy „penitentem a Boskim spowiednikiem” przy kratkach konfesjonału.

Nie dla swej niewiadomości ustanowił Pan Bóg spowiedź – mówił w kazaniu bł. Ks. Jan Macha – ale dlatego, że spowiedź niesie wielkie korzyści dla nas, z niej największa jest ta, że przez wyznanie win, człowiek najlepiej pobudza się do żalu, bez którego, jak wiemy, niemożliwe jest pojednanie się z Bogiem.
Częsta spowiedź – mówił dalej w tym kazaniu – jest nie tylko dla starych babek. Bardziej jej potrzebują ludzie młodzi. Nie brak nam przykładów, że królowie spowiadali się co tydzień. Chętnie więc korzystajcie z częstej spowiedzi i innym ją ułatwiajcie.
– Ludwik IX, król francuski wracając z Palestyny, napomniał każdego na okręcie, nawet majtków, aby się spowiadali. Dodawał przy tym: „Nie lękaj się, iżby podczas spowiedzi, służba marynarki cierpiała na tym, ja sam zastąpię tego, kto się będzie spowiadać; nawet linię kotwiczną windować albo spuszczać będę”. – Te słowa tak potężnie działały na marynarzy, że niektórzy co od wielu lat nie pomyśleli nawet o spowiedzi, ze wszelkimi objawami szczerego nawrócenia się spowiadali i pojednali się z Bogiem.
– oby i dzisiaj ojcowie rodzin i przełożeni, podwładni z taką miłością zachęcali do spowiedzi św. i im to ułatwiali. Od konfesjonału podwładni wasi, dzieci, słudzy wracają lepszymi, posłuszniejszymi. (kazanie, parafia św. Józefa, 10 marca 1940)