Trudności nie oszczędzały również św. Rodziny. Warto przywołać fakt zwiastowania, ucieczki do Egiptu, czy zaginięcia Jezusa, o którym słyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii. W każdej z tych scen widzimy człowieka zmagającego się z wypełnieniem woli Boga, starającego się „być w tym, co należy do Ojca”.
Nie trzeba być super uczonym, żeby domyślić się wewnętrznej walki u każdego z nich mającej na celu sprostanie woli Najwyższego. Jeśli ktoś twierdzi, że spełnianie woli Boga jest łatwe, to chyba nigdy nie podchodził do tych spraw poważnie. Kiedy myślę o tym, widzę siebie walczącego w najmniejszych kwestiach, nawet tej, żeby być dobrym człowiekiem w miejscach, gdzie przebywam albo mówiąc inaczej tam, gdzie Bóg chce mnie mieć. Jak często nie widzę sensu bycia tu i ówdzie, a kiedy przyglądam się sobie na zachodzie dnia, rozumiem swoje porażki w wypełnianiu woli Bożej. Nie to było jednak główną treścią dnia dzisiejszego. Zastanawiałem się nad przyczyną zagubienia Jezusa. Nie znalazłem innej odpowiedzi, jak nierozumienie Jego misji przez najbliższych. Analizowałem zagubienia współczesnych ludzi. Powodów jest wiele, ale w myślach uczepiłem sie jednej przyczyny, a mianowicie zwrócenia własnym zagubieniem uwagi na to, że się jest. Często ludzie decydują się na zagubienie, bo chcą, żeby ich zauważono. Jakże mało rozumiem ludzi, ich potrzeb i pragnień. Jak wiele osób, których spotykam na codziennych szlakach, po spotkaniu ze mną, wciąż pozostaje głodnych miłości! Czy Bóg tą ucieczką nie wychowuje nas do tego, żebyśmy bardziej byli w tym, co do nas należy?