Kiedy mam poczucie, że nasz Pan się „spóźnia” – że opóźnia swoje przyjście?
Otóż niewątpliwie najbardziej wtedy, gdy doświadczam momentów rozpanoszonego, przerażającego i przedłużającego się zła. Kiedy widzisz trwające i nasilające się, triumfujące zło, wtedy masz pokusę pytać: gdzie jest Bóg? Czy nie powinien interweniować? Natychmiast! Dzisiaj! Albo lepiej: dziesięć lat temu! Czy nie powinien zapobiec dopiero rozwijającemu się w zalążku złu? Gdzie jest? Czemu nie nadchodzi? Dlaczego nie działa? Za chwilę będzie za późno.
Czy jest jakaś mądrość, która może nas przeprowadzić przez opisaną wyżej próbę „opóźniania się” Pana?
Jedyna odpowiedź, jaka przychodzi mi na myśl to „miłość do Krzyża”, a właściwie tak naprawdę „miłość do Ukrzyżowanego”.
Oto marka oliwy – Jedne panny miały jej pod dostatkiem, a drugim pannom najwidoczniej tego zabrakło.